***
W budynku w którym mieszkam każdy lokator dysponuje dużą i oddzieloną od innych piwnicą.
Już dużo wcześniej wkręciłam dwa haki w podłogę i trzy w sufit.
Kiedy ją tam sprowadzam, jest jeszcze nieprzytomna. Ma na sobie szpilki, tym lepiej. Przywiązuje jej nogi do haków - są rozstawione dosyć szeroko. Stawiam ją do pionu i od zaczepów na suficie prowadzę sznury do nadgarstków. Dla zapewnienia wygody, zakładam jej uprząż do wspinaczki, od której sznur biegnie do ostatniego haka w suficie. Zwisa teraz na środku pomieszczenia, lekko pochylona do przodu, ledwo sięgając stopami podłogi.
Knebel i opaska na oczy niemal dopełniają dzieła, pozostaje tylko założyć kroplówkę.
***
Nie było mnie przy niej, kiedy się wybudziła. Po wejściu do piwnicy widzę, że nie zwisa już bezwładnie w swojej kołysce. Usłyszała zamknięcie drzwi, chwilę później moje kroki - nie kryję swojej obecności. Pyta o coś przez knebel, nie rozumiem. Kładę dłoń na jej spiętym karku i przyklękając jadę nią wzdłuż ciała, aż do kostki. Zastyga w bezruchu, czekając co się stanie. Nie może zobaczyć jak otwieram scyzoryk, ale słyszy szczęknięcie. Drgnęła.
Delikatnie rozcinam jej bluzkę wzdłuż boków i pod ramionami. Protestuje, ale czując ostrze blisko skóry boi się szarpać. Resztki bluzki da się z łatwością ściągnąć przez głowę.
Na nadgarstkach ma rzemyki. Zostawiam je, tak jak i łańcuszek na szyi na końcu którego kołysze się prosty, srebrny krzyżyk.
Przychodzi kolej na spódniczkę, której pozbywam się po jednym, prostym cięciu na lewym biodrze. Wcześniej jednak musiałam zdjąć na chwile uprząż w której wisiała. Nie obyło się bez krótkiej szamotaniny, ale szybko opanowałam sytuacje. Jeszcze więcej zabawy mam z rajstopami. Próbuje jak najdalej odsuwać swoje łydki kiedy rozdzieram palcami cienki materiał, ale nie ma wielkiego pola manewru. Rozcinam ramiączka stanika, zostawiając ją w bawełnianych majteczkach.
Gaszę światło i wracam do mieszkania, żeby zaparzyć herbatę.
Kiedy wracam wieczorem, opaska na oczach jest przesiąknięta łzami. Knebel trzyma mocno. Przepuszcza tylko niezrozumiałe mamrotanie, gdy znów szczęka ostrze. Staję za nią i głaszczę pokryte ciemnymi włoskami lędźwia. Przenoszę dłoń na brzuch i przesuwam po nim samymi opuszkami palców. Sprawdzam sznury przy nadgarstkach, czy aby nie są zbyt mocno naciągnięte. Wszystko było w porządku.
Dwa krótkie cięcia na biodrach. Stało się.
Pozycja w której się znajduje nie pozwala zbytnio na ukrycie czegokolwiek. Krzyczy kiedy przeciągam po niej palcem. Sucho. W zasadzie nie spodziewałam się niczego innego.
Staję przed nią i biorę w dłonie jej piersi. Próbuje uderzyć mnie głową, ale jestem poza jej zasięgiem. Końcówkami palców łapię za sutki i delikatnie je masuję. Po chwili twardnieją, co jest obiecującym sygnałem. Bawię się nimi jeszcze chwile nie zwracając uwagi na jej gniewne pomruki. Przyklękam obok i lekko przygryzając, całuje jej pośladki, biodra później uda - powoli, raz za razem.
Szarpie się w swojej sznurowej konstrukcji, kiedy muskam wargami pachwinę. Przynajmniej już nie krzyczy.
***
Kolejne południe. Tym razem przynoszę ze sobą kilka rzeczy.
Dwie nieduże miski z ciepłą wodą, gąbka. Tak, zdecydowanie wymaga odświeżenia. Szybkimi ruchami obmywam jej ciało. Do osuszenia używam najbardziej miękkiego ręcznika jaki miałam w mieszkaniu. Przynoszę też wiadro z wodą, którą zmywam podłogę.
Kiedy jest już czysto biorę oliwkę i ogrzewam ją w dłoniach. Powolnymi ruchami wcieram ją w jej barki. Na ile pozwala mi uprząż, rozmasowuje pospinane plecy, później ramiona i dłonie. Przechodzę pod nią, wisi bez ruchu. obiema dłońmi wcieram oliwkę w jej lewą, później prawą pierś. Składam rząd pocałunków od mostka, do linii włosów łonowych - kiedy się pochylam uderza mnie biodrem w twarz.
Krew sączy mi się jeszcze z nosa, kiedy nakładam oliwkę na pośladki i uda. Rozmasowując wnętrza ud, nie mogę nie zauważyć pojawienia się mętnej kropli. Dziko kręci biodrami, kiedy muskam ją naoliwionymi dłońmi.
Nacieram łydki, zdejmuję pantofel z prawej stopy i siedząc za nią spokojnie masuję podbicie stopy. Delikatnie rozgrzewam każdy palec po kolei, od najmniejszego do największego. Na koniec zostawiam sobie staw skokowy. Składam pocałunek na podbiciu, zakładam pantofel, biorę w dłonie lewą stopę.
Kiedy kończę masaż staje przed nią, między rozłożonymi ramionami. Wie gdzie jestem, słyszy jak powoli wypuszczam powietrze. Choć nie może mnie zobaczyć, kieruje twarz prosto na mnie i czeka. Podchodzę krok bliżej tak, że nasze ciała lekko się stykają. Obejmuję ją i przytulam. Płacz. Rozluźnia się, opiera głowę na moim ramieniu. Dociska ją mocniej, kiedy przygryzam lekko szyję.
***
Zostawiam ją na ławce w parku. Z ukrycia obserwuje, jak budzi się wczesnym świtem. Ogląda pierw swoje dłonie, nim ukryje w nich twarz. Przez chwile jej ramiona trzęsą się, nie mogę ocenić - śmieje się, czy płacze. Może jedno i drugie. Po chwili prostuje plecy i ogląda ubrania. Ciągnie palcem wzdłuż równego, czerwonego szwu biegnącego w miejscach rozcięć. Z rajstopami już się tak nie bawiłam, ma na sobie nowe, podobne.
Wstaje i nieco chwiejnym krokiem rusza przed siebie, prawdopodobnie w stronę domu.
Może kiedyś, w sklepie czy na spacerze zobaczy dziewczynę, której ubranie zdobi czerwień.
Ciekawe, czy będzie zazdrosna.
24 V 2008
Katowice.








