Niebo płynnie zmieniło kolor.
Tym razem z ciemnożółtego na czerwień jasnej krwi.
Znaczyło to chyba, że zbliża się już północ.
Wracając z pracy minąłem bar sałatkowy jednej z wielkich korporacji. Wydarzenia ostatnich tygodni spowodowały, że na szklanej tafli oddzielającej go od ulicy migotał napis głoszący "Otwarte od 9.00 do 21 i ani chwili dłużej". Obok wisiało oświadczenie mówiące, że w tym zakładzie nie zmusza się do wykonywania dodatkowych obowiązków w nadgodzinach. Efekt działań zbyt długo wyzyskiwanych pracowników, których duże grupy demolowały nieoznaczone w ten sposób miejsca pracy. Jednak przez szybę dostrzegłem sylwetkę dziewczyny, siedzącej przy stoliku nad stosem papierów. Rozmawiała z kimś kogo nie widziałem.
Poszedłem dalej.
Fragmenty ścian odrywały się od budynków i uderzały o ziemie. Większość budowli miała zachowany parter, niektóre nawet pierwsze piętro, ale pozostałe kondygnacje leżały na ulicach zmieniając je w wąskie ścieżki między pagórkami z gruzów.
W mieszkaniu zastałem rodziców. Przez sen, zapytali czy jej nie widziałem.
- Siedziała jeszcze w pracy. Za chwilę po nią pójdę.
Znowu szedłem ulicą. Musiałem nadłożyć drogi gdy fragment ścieżki wydał mu się zbyt podejrzany by ryzykować przedzieranie się przez półpłynne płyty chodnikowe.
Czekała na mnie z zamknięciem baru. Wiatr owijał jej czerwoną sukienkę wokół kolan i szarpiąc jej włosami zmieniał je w ruchliwe krucze skrzydło.
Powoli poszliśmy w stronę przeciwną niż dom.
Spacerowaliśmy boso po bliźnie ziemi w miejscu gdzie niedawno był jeszcze park. Teraz nie został już nawet ślad po alejkach. Trzymając się za ręce próbowaliśmy znaleźć swoje ulubione miejsca.
Powiedziała, że miło jest znowu mnie zobaczyć.
- Brakuje mi Jej. To dlatego teraz tu jesteś. Prawda, Śnie?
Kiwnęła głową. Powiedziała, że się o mnie martwi, że nie powinna zajmować w mojej głowie tyle miejsca.
- Nic na to nie poradzę.
Uśmiechnąłem się.
- Nie martw się, moja droga. Było by źle, gdyby zajmowała całą moją głowę. Właśnie wyszedłem z karnawału w fabryce, no i został jeszcze kawałek nocy... Myślę, że niedługo Cię wypuszczę.
Przeprosiła mnie i odebrała telefon. Zamieniła kilka zdań. Po chwili wskazała okno w linii stojących nieopodal budynków. Powiedziała, że mamy pozdrowienia. Pomachaliśmy Obserwatorom.
Odwróciła wzrok. Po kilku krokach mruknęła, że dziś się nie kochamy.
- Nie... Dziś po prostu cieszę się Twoją obecnością.
Jej tu nie ma. Ona śpi w innym mieście
- Gdyby była teraz tuż obok mnie, pewnie byśmy teraz nie rozmawiali, prawda? Nasycilibyśmy się sobą realnymi.
Poprawiła włosy.
Lekko zirytowana przypomniała, że Ona nie zamierza ze mną więcej sypiać.
- Nie do końca to miałem na myśli ale tak, wspominała o tym. Cały czas mi się to nie podoba.
Dlatego tu jest
Wspięliśmy się na wzgórze, na którego szczycie rósł platan. Mogliśmy z niego ogarnąć dużą część rozpadającego się miasta. Po barwnym niebie pędziły chmury o dzikich kształtach.
Poniżej, w mało uczęszczanej części miasta widać było jeszcze kilka budynków, które ominął rozpad. Wyciągnąłem rękę w kierunku jednego z nich. Na skutek tego dotknięcia budowla rozsypała się w gruzy.
- Pewnie rano znowu do Ciebie napiszę. Pewnie kiedy wspomnę Ci o śnie, znowu zaczniesz się zastanawiać, czy nie zaserwować mi odwyku.
Przecież sny są wynikiem odwyku
Poczułem, że to już się zbliża.
Zdążyłem jeszcze musnąć ustami jej powieki zanim obraz zupełnie się zamazał i z plam światła wypłynął nowy świat.
03 X 06
Katowice















Comments
--
cZŁOwiek.
@___@
--
Wszelkie kreatywne osoby zapraszam tutaj ;]
--
cZŁOwiek.
@___@
--
"W jej oczach widzę, jak u moich ramion stają dwaj aniołowie: blady, złośliwy anioł Ironii i poteżny, miłujący anioł Schizofrenii" - Z. Herbert
ladny tekst. barwny.
--
Ofelia lost her sanity
Previous PageNext Page